czwartek, 29 maja 2014

środa, 26 marca 2014

Sezon - część pierwsza.


Niestety tak się stało, że zanim sezon na dobre się rozpoczął ja już mam przerwę. Musiałem wykonać lekki remont. Nie motocykla,  a siebie. Ale mniejsza o to. Powoli zbieram siły na dalszą część sezonu. Zapraszam na mały update co u mnie i GSa.

Odpalanie po zimie:

Pewniej słonecznej soboty poszedłem do garażu tylko z kurtką, kaskiem i rękawiczkami. Nie chciało mi się ubierać w ten cały motocyklowy mandżur. Stwierdziłem, że jak odpali to przyjadę do domu i wtedy założę wszystkie wymagane ciuchy i w drogę. Motocykl stał 4 miesiące i nie wiedziałem czego się po nim spodziewać. Włożyłem akumulator, kluczyk przekręcony, zapłon ON i GS zapalił za pierwszym razem. Tak jakbym wczoraj jeździł. a staruszek ma już 10 lat.

Po chwili byłem już w domu, gdzie zaraz założyłem moto ciuchy i z bananem na twarzy pojechałem w bliżej nie określonym kierunku. Bliżej nie określonym kierunkiem okazały się okolice Warszawy: Otwock, Józefów, Wiązowna.


Kufer:
Następnego dnia postanowiłem w końcu zamontować kufer który kupiłem w zimę. Chwilę mi się zeszło, żeby dopasować te wszystkie rurki i znaleźć miejsca gdzie mam je przykręcić, ale po chyba dwóch godzinach kufer wylądował zamiast w pokoju to na tyle moto.  Zajebista sprawa ten kufer, a tyle się przed nim broniłem. Teraz do sklepu czy gdzieś jak jadę, kask, plecak w kufer i nie dźwigam tego całego sprzętu.
Oczywiście nie mogło obyć się bez testów jazdy z kufrem i tym sposobem pojechałem na chwilkę nad Zegrze i wróciłem do Warszawy.


W trakcie prac.

Efekt końcowy.

Chwilkę przed odstawieniem do garażu



Tym sposobem zrobiłem całe 160 km. 


W następny weekend Suzuki dostało mycie, smarowanie łańcucha i zostało odstawione do garażu na około 2 miesiące, a Pan poszedł pod skalpel. 

Plany:

Smarowanie linek, wymiana płynu hamulcowego z tyłu, ewentualna wymiana opon (bo te są jeszcze fabryczne). Olej i filtry były wymieniane niecałe 5 tysięcy kilometrów temu więc nie ma sensu tego robić.

Zakupy:
na pewno: - tankbag, saszetka na pas (nerka na dokumenty itd. - głównie na miasto).

ewentualnie:
sakwy, rękawiczki z membraną, sprzęt biwakowy (już przed samym wyjazdem - o ile pojadę dalej jak 100 km.), krótkie buty motocyklowe (na miasto).

Oczywiście nadal kontynuuję moją działalność na YouTube gdzie pojawiły się filmiki z jazdy i z odpalania GS-a. Zapraszam!











piątek, 7 marca 2014

YouTube powrot.


Jutro powrót do nagrywania. Kamera juz gotowa.

wtorek, 4 marca 2014

Odkurzanie bloga.

Trochę czasu zajęło od mojej ostatniej wizyty na blogu. Zima wcale sroga nie jest, ale ze względów zdrowotnych nie bardzo mogę jeździć, chociaż już niektórzy śmigają.

Przez zimę nie próżnowałem i poczyniłem niewielkie zakupy które pozwolą na bardziej komfortową jazdę. Pod koniec roku wreszcie zdecydowałem się kupić kufer centralny. Na początku zamówiłem stelaż, i wymyśliłem,  że płytę i kufer kupię po taniości jakieś używane. Spędzałem długie wieczory na allegro ale żaden z kufrów mi nie pasował. Duża część nie miała zamków, albo były w kiepskim stanie. Później trafiłem na nowy kufer Givi E460N za 369 zł. Okazało się, że sprzedawcą jest ten sam człowiek u którego kilka dni wcześniej kupiłem stelaż. Zatem nie czekałem długo i domówiłem kufer wraz z pasującą do niego płytą. I tak stałe się szczęśliwym posiadaczem kufra centralnego E460N plus stelaż 526F oraz płytę montażową M3. Nawet jeszcze go nie zamontowałem.  Tak oto się prezentuje.



Następne zakupy już nie takie poważne. Jak widać zrobiłem je w sklepie motolancuchy.pl który bardzo polecam. Dostałem nawet naklejkę.
Po zimie trzeba trzeba zrobić mały serwis suzuki tak więc kupiłem dość oczywistą rzecz jaką jest smar do łańcucha, bo na koniec sezonu została mi końcówka.


Następne chemikalia to jest środek do mycia łańcucha. Postanowiłem, że należy mu się porządne mycie, oraz środek do smarowania linek, oraz oliwiarka do linek. Serwis może uda mi się zrobić niebawem, i nasmarować to co trzeba w suce nasmarować żeby dobrze mnie woziła. 

W międzyczasie kupiłem również prostownik w Lidlu, który ma również opcję ładowania akumulatorów motocyklowych i bardzo dobrze się sprawdza.(zdjęcia brak)

Jeszcze zapomniałbym, że mikołaj przyniósł mi blokadę na przednią tarczę firmy Oxford. (zdjęcia brak)

Na dalszym planie jest podjechanie do motogumy.pl w celu sprawdzenia opon i pewnie ich wymiany ,bo te mają już 10 lat, oraz przed wakacjami znów odwiedzę stajniamotocyklowa.pl w celu głębszego przejrzenia suzuki, albo nawet przy okazji wymiany opon zostanie na dłużej jak będzie taka potrzeba.

Ze względów zdrowotnych planuję w marcu zrobić parę km, a później czeka mnie remont  i przez 2 miesiące, albo i dłużej  nie będę mógł wsiąść na moto. Na dobre sezon zacznę w połowie, albo pod koniec maja. 

Plany? Jakie plany... Nic nie planuję. Żadnych wyjazdów. Wszystko wyjdzie w praniu.

Niebawem na moim kanale na YouTube pojawią się pewnie pierwsze filmiki jak uda mi się przepalić motocykl. 



środa, 20 listopada 2013

Definitywne zakończenie sezonu.

Sezon zakończony już definitywnie.Motorek zatankowany do pełna, akumulator wyjęty stoi koło szafki nocnej (akumulator nie moto), przykryte pokrowcem. Oby do wiosny...

Jak się okazało po ostatnim podliczeniu kilometrów przejechałem dokładnie 4760 km. Od pierwszego wyjazdu z garażu do wjazdu do garażu na koniec sezonu. Sezon oczywiście zaliczam do bardzo udanych. Plan na następny... napierdalać ile się da!

Nowe graty.
Miesiąc bez nowych gratów miesiącem straconym i tak za namową kumpla nabyłem worek.
http://armyworld.pl/product-pol-1459-Worek-Kompresyjny-DPM-Wojskowy-Holenderski-Oryginal-Nieprzemakalny-.html

Na weekendowe wycieczki wystarczy, a jak będę chciał gdzieś dalej pojechać również się nada. Jeszcze nie doszedł więc nic więcej nie mogę napisać. Zobaczymy jak będzie się montowało do moto i czy spełni swoje zadanie.

Kilka zdjęć z garażu:

Grunt to dobre towarzystwo. (KTM, NX700X, F650GS)

Lusterka złożone na zimę coby sąsiad nie uszkodził.

Pod przykryciem zimowym.


W pierwszym poście w sezonie była fota licznika i na koniec po sezonie.




poniedziałek, 4 listopada 2013

Podsumowanie sezonu i plany na następny.

Chyba czas na podsumowanie mijającego już sezonu. Może jeszcze się zdarzy, że gdzieś wyskoczę, ale na następny weekend wyjeżdżam puszką, a później prognozy nie wyglądają różowo.Na pewno jeszcze będzie krótki wypad któregoś wieczora zatankować pod korek i może umyć moto.

Do tej pory przejechałem 4800km. Dużo? Mało? Nie wiem. Tyle zrobiłem i już. Jak na pierwszy sezon to pewnie w sam raz chociaż są na pewno tacy co w pierwszym sezonie zrobili wiele więcej.



Na pewno sporo się nauczyłem. Zauważyłem, że zacząłem szybciej wchodzić w zakręty jak na początku i w ogóle szybciej się przemieszczam. Kiedyś przeciskanie się w korku pomiędzy samochodami to był dla mnie koszmar, a nawet czasami stałem jak pizda w korku. Teraz jak tylko widzę, że moto się zmieści to jadę.  Manewry na parkingu też nie przysparzają większych problemów. Wiadomo czasami się zdarzy zachwianie równowagi, ale już bez takiego przerażenia jak na początku.  Kiedyś przeprowadzenie również wyzwalała we mnie strach, ale teraz już tak się nie obawiam. Doświadczenie zrobiło swoje.

Sezon uważam za udany choć trochę pechowy.


Serwis.
Na początku wizyta w serwisie na wymianę płynów i wyeliminowanie stukania w silniku na wolnych obrotach, które zaczęło się po przejechanych przeze mnie około 1000 km.  Jak pisałem wcześniej stukanie okazało się być odkręconym sprzęgłem, które czasami jeszcze się odzywa, ale to pewnie tylko ja słyszę. Do zweryfikowania w serwisie w następnym sezonie, ale raczej koło majówki niż po pierwszych roztopach. Wiadomo co się dzieje w serwisach motocyklowych kiedy tylko stopnieje śnieg. Wiedziałem, że oprócz rzekomej wymiany oleju nic nie było w Suzuki robione więc porządny serwis był wymagany. Akurat wstrzeliłem się w tym sezonie przed majówka i niestety trwało to dłużej jak wcześniej zakładałem, bo ponad dwa tygodnie.

Upadek.
Upadek na parkingu na około trzy tygodnie uniemożliwił mi jazdę, jak później się okazało nie potrzebnie ruszałem śruby trzymające całą półkę kierownicy które zjechałem próbując je odkręcić.  Jak już były zjechane to trzeba było je wymienić. Nie potrzebnie zasugerowałem się podpowiedzią sąsiada. Później czekałem na zamówione nowe śruby w motohangarze na grochowskiej na które się nie doczekałem i finalnie bez żadnego problemu dostałem śruby w Suzuki Jaskłowski. Nauczka na przyszłość. Zajrzyj do serwisówki przed dotknięciem czegokolwiek i nie sugeruj się podpowiedziami innych!

Rozwalony suwak.
Następnie rozwalony suwak w kurtce, który postanowiłem naprawić na gwarancji i tym razem Intermotors naprawiał kurtkę ponad miesiąc. Kurtka za ponad tysiąc zł, więc co ja będę oddawał do krawca. Finalnie suwak został wymieniony i kurtka oddana po ponad miesiącu w środku sezonu. Trochę to ja dałem ciała i dopiero na dużym ciśnieniu i po wypłacie kupiłem letnią kurtkę która pozwoliła mi pojeździć po mieście i do Kazimierza. Stwierdziłem, że bez sensu jest wydawanie kasy na porządną drugą. kurtkę, a letnia się przyda na miasto, ale trochę trwało zanim to wymyśliłem.

Plany, plany...
Były plany wycieczkowe które nie doszły do skutku . Bieszczady, półwysep helski, mazury, roztocze.
Nie wypaliły. I tutaj obwiniać mogę tylko siebie, bo zbierałem się to wtedy to wtedy i wreszcie to pogody nie było, to wymyśliłem co innego na weekend i kręciłem się po Mazowszu i niedalekich okolicach jak gówno w przeręblu. Wiadomo na początku czułem się mało pewnie. Podczas jednej z wycieczek nad Bugiem jakiś facet pomagał mi wypchnąć motocykl pod małą górkę, bo ja nie dawałem rady, zawracałem jak TIRem z naczepą i cała masa śmiesznych patrząc z perspektywy czasu sytuacji.  Zwyczajnie zabrakło mi odwagi, ale nie wiem dlaczego. W następnym sezonie trzeba koniecznie to zmienić, bo już Mazowieckie zwyczajnie zjechałem i mi się znudziło.

Ale dość o pechu.
Była również całą masa pozytywnych emocji podczas moich krótkich wycieczek, setki pozdrowionych motocyklistów, prawie pięć tysięcy km. (BTW.  pewnie jestem nielicznym motocyklistą który nakręcił 5 tys km głownie po Mazowszu.) Trzy poślizgi z których jak widać wyszedłem cało, odwiedzone ciekawe miejsca o których nie miałem wcześniej bladego pojęcia, oraz super wizyta wraz z innymi motocyklistami w szpitalu na dziecięcym oddziale onkologicznym.
Od czegoś trzeba zacząć. Nie od razu Kraków zbudowano.Tak sobie tłumaczę. :)

Plany.
W następnym sezonie wreszcie chcę zacząć jeździć dalej, a nie tylko o tym gadać, pisać. Na dalszym planie jest wypad w alpy, a na bliższym wspomniane wyżej wycieczki weekendowe, które nie doszły do skutku. Tydzień urlopu letniego również planuję spędzić na motocyklu. Idąc tym tropem na zimowych wyprzedażach chcę kupić kufer centralny i sakwy tekstylne i gdzieś pomiędzy nowy tankbag. 

Motocykl.
Generalnie jestem zadowolony z zakupu. Co więcej mi trzeba? Mocy w sam raz, motocykl mi się podoba. Na pewno jeszcze następny sezon nie będę go zmieniał (chyba, że zostanę milionerem).
Zresztą nawet jakbym chciał to nie wiem na co bym chciał zmienić. Z jednej strony ciągnie mnie w stronę plastika - CBR600RR, CBR600F, a z drugiej strony jak chcę pojeździć turystycznie to przydałoby się jakiś motocykl bardziej przystosowany do takich celów. (BMW F650GS, Suzuki V-Strom, Tenere 600, 660, albo bardziej szosowo Kawasaki ER6F + kufry, lub Yamaha Diversion F). Nie wątpliwe plusy enduro to to, że jak zwiną asfalt to da się przejechać, a i stelaże umożliwiają podpięcie kufrów aluminiowych oraz oczywiście pozycja na takim motocyklu. Minus taki, że taki sprzęty nie bardzo mi się podobają, wole bardziej asfaltowe maszyny.  Sam nie wiem. Jak się dowiem to wtedy zmienię. Na razie na następny sezon doczepię jakieś wory do GSa i w drogę.

Na pewno w przyszłym sezonie czeka mnie wizyta u mechanika i przyjrzenie się sprzęgłu. .Czasami jak stoję na światłach i chcę szybko ruszyć jedynka nie chce wejść ale to rzadkość i czasami coś zagrzechocze na światłach. Podobnie jak na wiosnę kiedy sprzęgło było odkręcone, a może jak tylko się czepiam, ale pewnie coś z tym sprzęgłem jest niestety na rzeczy.
Odpala zawsze od pierwszego strzała, chodzi w porządku. Być może zdecyduję się na zmianę opon które są fabryczne i mimo dość dobrej kondycji mają już prawie 9 lat więc należy im się zmiana.  Napęd też jeszcze powinien przetrwać następny sezon więc dużo inwestycji mnie nie czeka.


Tak prezentuje się mapa miejscowości przez które przejeżdżałem w tym sezonie. Plus oczywiście DK2 która przejeżdżałem kilka razy (Warszawa - Mińsk Mazowiecki)




Wyświetl większą mapę

Zakończenie sezonu #2

Taka tam traska na już drugie zakończenie sezonu. Drugie, bo już z miesiąc temu umyłem moto, wstawiłem do garażu i miałem już nie jeździć, bo wtedy nieźle mnie wypiździło w jeansach, ale po zakupie spodni ocieplanych zmieniłem zdanie i warunki termiczne mocno mi się poprawiły i tym sposobem przedłużyłem sezon. W końcu trzeba jeździć ile się da! Spodnie są na prawdę super ale o gaciach innym razem.

Tydzień temu byłem z kumplem na rowerze w Kampinosie. Postanowiłem przeprowadzić eksplorację tego terenu tym razem na motocyklu.
I tak na początku pojechałem do Promenady po uchwyt na telefon który wypatrzyłem parę dni wcześniej, ale nie byłem na niego zdecydowany. Recenzja uchwytu pojawi się niedługo na moim kanale na youtube. Uchwyt niestety do montażu wymaga śrubokrętu. Tym razem na wycieczkę nie wziąłem tankbaga w którym wożę multitoola, tylko mały plecak z zimowymi rękawiczkami, kominiarką i kamerką, który przytroczyłem siatką z tyłu motocykla. Montaż uchwytu innym razem.
Pod Promenadą założyłem moje zimowe Alpiny i w drogę. 


Z Warszawy wyjechałem ulicą Arkuszową, gdzie odbiłem dalej na Babice Nowe do drogi numer 580. Dalej prosto do Leszna. Około 20km przed  Lesznem Suzuka kichnęła, prychnęła i zgasła. Aha no tak. Suzuka chce jeść. Przełączyłem na RES i dalej pojechałem z nadzieją, że gdzieś po drodze spotkam stację benzynową. Mam tak, że na rezerwie zjeżdżam do pierwszej napotkanej stacji i nie ryzykuję stanięcia gdzieś w polu. W sumie mam assistance, ale po co dodatkowy stres.  Stacja benzynowa o nazwie Moya wyrosła mi tuż przed Lesznem. Na stacji spotkałem trzech motocyklistów którzy już szykowali się do odjazdu więc lewa w górę, oni pojechali, a ja zabrałem się za napojenie GSa.  Przy okazji i ja zatankowałem Red Bulla, który ponoć dodaje skrzydeł. W Lesznie skręt w prawo w stronę Nowego Dworu Mazowieckiego.  Red Bull dodał na prawdę skrzydeł  i trochę przycisnąłem co widać na filmiku. Za szybko nie mogłem, bo kamerka na kasku dawała  opór i zacząłem dotykać nosem do szybki i ciężko było utrzymując głowę w jednym miejscu. Gdzieś w połowie tej drogi zaczęło kropić. Przez chwilę przyszłą do mojego łba myśl, żeby dojechać do DK7 i wrócić do domu, ale w końcu trzeba kiedyś i w deszczu pojeździć. Po chwili przestało kropić.  Ponieważ celem tej wycieczki był przejazd odkrytą tydzień wcześniej trasą przez Puszczę Kampinowską cel zrealizowałem. Dojechałem do 7 i kawałek w stronę Warszawy gdzie odbiłem w prawo i o dziwo nie pomyliłem drogi i udało mi się znaleźć wspominaną wcześniej drogę. Droga fajna bo trochę kręta więc poćwiczyłem przeciwskręt, a do tego położona w pięknej Puszczy Kampinowskiej. Szkoda tylko, że taka krótka. (Punkt O na mapie). Miałem nagrać filmik z tego przejazdu, ale pilot do kamery z jakiegoś powodu nie włączył kamery i niestety nagrania nie ma. Dalej znów dojechałem do 579. Zrobiło mi się jakoś zimno w łysinę więc postanowiłem założyć kominiarkę. Po tym zabiegu komfort termiczny uległ znacznej poprawie i dalej pognałem w stronę Nowego Dworu i w następnie prawo na 630 w stronę Jabłonny. Na tym odcinku zaczęło już mocniej padać i droga nawet zrobiła się mokra, ale było to chwilowe i od Jabłonny wjechałem już bez deszczu. Dalej prosto Modlińską do domu na obiadek




Wyświetl większą mapę