Pogoda była niezła. Nie padało więc pora odkurzyć suzukę zwłaszcza, że to już końcówka sezonu. Nie bardzo już miałem pomysł gdzie jechać więc postanowiłem przejechać się po pod warszawskich miasteczkach i dalej omijając główne trasy. I tak z wawy pojechałem przez Rembertów, Wołomin i Zielonkę i dalej do Wołomina. Za WWL pojehałem prosto przez wioski prosto do Jadowa. Za Jadowem miałem pojechać dalej przez małe miejscowości, ale oczywiście pokręciłem drogę. Skręciłęm w lewo i na chwile zajechałem do Łochowa gdzie zawróciłem i z DK50 odbiłem w pierwszą nadająca się do jazdy (czyt. nie polną) drogę i dalej przez małe wioski przejechałem do Liwa. W Liwie nie bardzo miałem pomysł gdzie dalej jechać więc dalej pojechałem znaną mi trasą 697 przez Grębków do Kałuszyna. Dalej według zasady omijania głównych ścieżek odbiłem przez wsie do Mrozów i dalej już nie raz pokonywaną trasą na działkę dojechałem do Mińska Mazowieckiego. W Mińsku już nie chciało mi się kombinować i DK2 wróciłem do domu.
W małych wioskach nie obyło się bez spojrzeń przechodniów zwłaszcza jak się jedzie z kamerą na głowie to ludzie się oglądają.
Paski na felgi były drugą rzeczą po zakupie motocykla zaraz za smarem do łańcucha. Cały sezon się zbierałem, aż w końcu okleiłem. Efekt końcowy na zdjęciu prezentuje się nieco lepiej jak na żywo. Na wiosnę oklejenie będzie zdjęte i nałożone drugi raz. Staranniej i już wtedy będę wiedział jak to zrobić. Tak oto prezentuje się na dzień dzisiejszy.
W sobotę niestety nie mogłem nigdzie się ruszyć, ale za to w niedzielę około 14 wybrałem się do Skierniewic. Celu żadnego nie było, od tak skorzystać z w miarę przyzwoitej pogody. Wyjechałem przed 14, a wróciłem po 17. Był przystanek na tankowanie i raz zgubiłem drogę w Sochaczewie. Momentami trasa fajna, w lesie, kilka zakrętów, a tak to nuda i jazda przez wioski i miasta.
Przed wyjazdem nawet udało mi się wymienić żarówkę od postojówki, która była spalona już jak kupiłem motocykl.
Tym sposobem dokręciłem 180 km i przekroczyłem 4000 zrobione w tym sezonie.
Nadszedł kolejny weekend, pogoda zapowiadała się super, a znajomy zaprosił mnie na akcję motocyklową. Wizytę motocyklistów na dziecięcym oddziale onkologicznym w szpitalu przy ul. Kasprzaka. Zarzuciłem temat na forum CBR250r i dwie dziewczyny były chętne na wizytację. W międzyczasie okazało się, że tylko jedna może jechać więc o 9:40 umówiliśmy się pod moto-akcesoriami na Prymasa Tysiąclecia i jazda na 10 pod pub "Dwa Kółka" na ul. Tunelowej skąd odbył się przejazd na Kasprzaka. Zgrabną kolumną przejechaliśmy na około 40-50 motocykli pod szpital. Dzieci które mogły wyszły na dwór i oglądały motocykle, jak również były wożone w okół szpitala. Radochy cała masa, motocykle również się podobały. Ten kto chciał wszedł na górę, a reszta została na dole. Pięć motocykli zostało w wiezione na górę żeby te dzieci które nie mogły
wyjść na dwór mogły popatrzeć na motocykle, po przymierzać kaski i
rękawiczki i oderwać się choć trochę od szpitalnej codzienności. Maluchy dostały 100kg słodyczy, a my w zamian dostaliśmy naklejki na motocykle z logo fundacji Motocykliści Dzieciom, które od razu powędrowały na maszyny.
Ostatniego dnia września wybrałem się na wycieczkę. Miała być wycieczka na podlasie w kierunku Siemiatycz i później powrót do wawy. Oczywiście w miarę bocznymi drogami. Gorąco nie było, bo ok 12 stopni. Założyłem pod moje moto jeansy, pod spód bieliznę termiczną i drogę. Słońca było jak na lekarstwo, ale niestety już w Węgrowie czułem się mocno zmarznięty, więc zatankowałem kawę i wróciłem do domu. Po drodze umyłem Suzuke, nasmarowałem łańcuch i postanowiłem, że sezon krótki, ale uważam za zakończony, bo przecież zimno jest.
W sobotę pogoda była niezła (nie padało i czasami przebijało się słońce) więc zamiast grać w GTA V postanowiłem się przejechać kawałek. Było koło 13 jak wpadłem na ten genialny pomysł. Plan był do Pułtuska i z powrotem. W Legionowie remontują drogę i była z frezowana więc przyjemność żadna i jakiś fiut w korku dwa razy zajechał mi drogę, ale wyprzedziłem go i pojechałem. W końcu mam dwa koła a mnie cztery :). W Pułtusku miałem zawrócić jak pisałem wyżej, ale dobrze mi się jechało, słońce świeciło więc zatankowałem batonika na stacji benzynowej i w drogę. Dalej pojechałem przez Różan (bardzo ładne miejsce. Narew bardzo ładnie się kręci. Będę musiał kiedyś tam jeszcze wrócić pokręcić się po okolicznych wioskach) i dalej na Ostrów Mazowiecką. Droga prosta ale i pusta, wiodąca przez bardzo ładne lasy. Za Różanem spadło parę kropli deszczu i zaszło słońce i zrobiło się zimno i nieźle zmarzłem. Nie wiedziałem już jak się schować za szybą. Z Ostrowi Maz. był plan pojechać na Mińsk Mazowiecki i dopiero do Warszawy, ale widząc chmury za sobą postanowiłem spróbować swoich sił na drodze ekspresowej. I tak odbiłem na DK8, trochę powyprzedzałem TIRy (żadna przyjemność, ale kolejne doświadczenie), a dalej na S8 już wyszło słońce i zatrzymałem się tylko na tankowanie i dalej w prosto do wawy. Jak skończyło mi się paliwo po przełączeniu na rezerwę suzuka zapaliła za 4 razem. Już myślałem, że coś się stało. Na S8 ruch był już mniejszy jak na jedno pasmówce i fajnie się jechało. W garażu jeszcze smarowanie łańcucha i kąpiel i obiadek koło 17 w domu.
Już wiem, że na następne wyjazdy jak jest około 15 stopni trzeba będzie zakładać bieliznę termiczną, a nowe rękawiczki są na prawdę ciepłe. aż spociły mi się w nich łapy i wreszcie muszę kupić gacie. Już nie mam pomysłu na wycieczki po mazowszu, więc nie ma co się dygać i trzeba zacząć dalej jeździć. Jak pogoda pozwoli w planie do zwiedzenia okolice Siemiatycz i może wreszcie Lubelskie.
Stało się! 6 października odzyskałem moją kurtkę Macnę Geo. Po paru tygodniach kurteczka została naprawiona. Miałem plan solidnie ich tam zjebać, ale czemu jest winien łepek w sklepie, a i tak miałem wrażenie, że on nie wie do końca co on tam robi. Na szczęście po kurtkę wybrałem się na motocyklu, bo był to piątek po południu, słońce grzało więc i cała wawa stała w korku, więc była lekcja jazdy pomiędzy samochodami w korku. Ponieważ jestem zmarzluch letnia kurtka od razu wylądowała w plecaku przytroczonym siatką z tyłu. Nawet niezły patent na przewożenie bagażu. Niestety na weekend już miałem plany nie związane z motocyklem. W następny weekend napalony jak szczerbaty na suchary w sobotę pojeździłem po wawie i okazało się, że w moich rękawiczkach Modeki już marzną mi łapy więc podjechałem do motoristy i zaopatrzyłem się w nowe zimowe rękawiczki Alpinestars Overland Drystar. Rzeczywiście są bardzo ciepłe i mają membranę więc w razie deszczu nie powinny przemakać. Trochę dziwnie się jeździ w tak grubych rękawicach ale z czasem się już na to nie zwraca uwagi.
W niedzielę pogoda była nie pewna, ale pogody się nie bałem, i nie bardzo miałem pomysł gdzie jechać, więc pojechałem na działkę. Oto krótki (nie taki krótki, bo 20 minutowy) filmik z tej wycieczki.
W tym sezonie chyba już nie pojadę nigdzie dalej. A miałem ambitne plany na Bieszczady, czy nad morze. Mam na myśli kilku dniowe wyjazdy, ale w okół komina jak tylko pogoda pozwoli będę jeździł i będę nagrywał filmiki. Cóż w następnym, sezonie trzeba będzie nadrobić. W końcu to pierwszy sezon.